Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 czerwca 2015

Serialowe rozgrywki - Na krawędzi (2012)

Na krawędzi - serial reklamowany jako najbardziej wyczekiwana, najczęściej komentowana, najgłośniejsza polska produkcja sensacyjna. Muszę przyznać, że oglądając pierwsze plakaty, trailery i obserwując całą akcję promocyjną, to spodziewałam się jakiejś ambitniejszej wersji W11, ewentualnie miernej kopii chcącej dorównać fenomenowi Pitbulla albo Gliny. Niestety, ekipa odpowiadająca za promocję Na krawędzi się nie postarała - wyszło tanio, nijako i ogólnie mało zachęcająco. Ale postanowiłam nie skreślać tego tytułu z uwagi na wielkie nazwiska obecne na liście obsadzonych aktorów - Baka, Simlat, Bonaszewski, Sadowski, Fronczewski, Małecki. Pomyślałam, czemu nie, warto spróbować i kierując się słynnym nie oceniaj książki po okładce, włączyłam pierwszy odcinek. 



Po trzech długich dniach udało mi się dobrnąć do ostatniego, trzynastego, odcinka drugiego sezonu. I cofnęłam niemal wszystkie krytyczne uwagi, o których pomyślałam przed seansem. Przyznaję, że byłam pod wrażeniem tego, jak ten serial mnie wciągnął. Pierwszy sezon to historia Marty Sajno - na pozór szczęśliwej i niezależnej kobiety posiadającą imponujący majątek, prowadzącą fundację działającą na rzecz kobiet będących ofiarami przemocy, przede wszystkim na tle seksualnym. Jednak pozory mylą - pani Sajno po kilkunastu latach pobytu w Kanadzie, wraca do Polski, nie tylko po to, aby spełniać się jako filantropka, ale po to, aby na własną rękę wymierzyć sprawiedliwość czterem mężczyznom, którzy przed laty okrutnie ją skrzywdzili. Fabuła niczego sobie, sposób realizacji jeszcze lepszy, ale wydaje mi się, że gdyby nie świetny dobór obsady, to nie wyglądałoby to tak dobrze. Genialnego charakteru całej serii nadała obecność takich pereł polskiego kina (i polskiej sceny teatralnej również!) jak Mariusz Bonaszewski, Przemysław Sadowski, Mirosław Baka, Łukasz Simlat. Oglądając pierwszy sezon cały czas wydawało mi się, że to aktorzy i solidnie napisany scenariusz budują ten serial, co pomogło ukryć wszelkie niedociągnięcia czy irytujący montaż. Chyba najlepszym przykładem potęgi połączenia dobry scenariusz + dobry aktor jest Przemysław Sadowski wcielający się w rolę policjanta Andrzeja Czyża, lojalnego przyjaciela Tomasza Kamińskiego (Marek Bukowski) i człowieka posiadającego ogromną liczbę "kolegów" w różnych branżach. Pan Sadowski to nie tylko, jak się okazało, rewelacyjny aktor teatralny (Nasza Klasa Słobodzianka, Przylgnięcie w reżyserii Aldony Figury), równie dobrze spisuje się na planie filmowym. Jego postać była zdecydowanie najbardziej wyrazista, nie wiem, czy to za sprawą jego wybitnych umiejętności aktorskich czy to kwestia scenariusza, w sumie nie ma to znaczenia, Sadowski świetnie odegrał rolę cynicznego, złośliwego, lubiącego wypić policjanta cechującego się jednak wielkim szacunkiem do takich wartości jak lojalność czy przyjaźń. Kwestie Andrzeja Czyża, nie dość, że świetnie napisane, to jeszcze doskonale wypowiedziane przez Sadowskiego niezwykle podnoszą wartość serialu jako całości. 


Łukasz Simlat, zdecydowanie jeden z moich ulubionych polskich aktorów. Uwielbiam go niezależnie od tego gdzie zagra i w jakim spektaklu wystąpi. Simlat to człowiek niezwykle charyzmatyczny, przyciągający widza, każda jego rola jest świetna, zapamiętywana i wyrazista, co udowodnił już u Żuławskiego w serialu Krew z krwi czy u Szumowskiej w filmie W imię... To między innymi jego nazwisko w obsadzie Na krawędzi przyciągnęło mnie i zachęciło do obejrzenia. Liczyłam na podobną kreację, co w Krwi z krwi i nie zawiodłam się. Simlat w roli Protasa - bandziora zabijającego ludzi za pieniądze, ale posiadającego pewne swoje zasady, których nigdy nie łamie, na początku pracował dla jednego z oprawców Marty Sajno, później dla drugiego, w końcu zaczął prowadzić własną grę, aby finalnie stanąć po stronie Sajno i pomóc jej w rozwiązaniu sprawy gwałtu na niej sprzed 20 lat. Niejednoznaczna postać, trudno odgadnąć motywy niektórych jego postaw, chociaż cel jego działania jest dobrze znany. Simlat rewelacyjnie spisał się w tej roli, zresztą jak w każdej. Był przekonywujący, profesjonalny, świetnie odegrał rolę brutalnego bandyty z zasadami. 


Bonaszewski i Baka. Dwóch genialnych aktorów, w dwóch różnych rolach. Mariusz Bonaszewski podbił moje serce rolą człowieka od brudnej roboty w serialu Krew z krwi, a ostatnio genialną kreacją księdza Robaka, Jacka Soplicy w spektaklu Pan Tadeusz - wszystkie słowa Teatru Narodowego. W Na krawędzi przyszło mu jednak grać wyrachowanego adwokata (wcześniej prokuratora) - jednego z czterech mężczyzn, którzy tuszowali sprawę gwałtu na Marcie Sajno, człowieka bez skrupułów, prawdopodobnie z dosyć elastyczną moralnością, niewahającego się podjąć najdrastyczniejszych kroków, by chronić swoje interesy. Mirosław Baka, niezapomniany Jacek Łazar w Krótkiego filmu o zabijaniu (1987) Kieślowskiego, tym razem wcielił się w postać adwokata przed laty broniącego Marty Sajno, poznajemy go jednak jako bezrobotnego pijaka przesypiającego całe dnie w swoim mieszkaniu w jednej z warszawskich kamienic. Baka, jak zwykle zresztą, spisał się genialnie jako człowiek, niegdyś przebiegły i chciwy, teraz drżący na myśl o tym, co może odkryć jego dawna klientka - świetnie oddał złożoność swojej postaci, jej niejednoznaczną naturę. 

Bonaszewski w roli mecenasa Niemczyka




Baka jako mecenas (były) Karski

Pozytywne wrażenie wywarł na mnie również znany z podkładania głosu Jacek Kopczyński - tym razem jako niemy osobisty ochroniarz i równocześnie najlepszy przyjaciel Marty Sajno, chociaż nie wypowiedział ani jednego słowa (nie licząc bycia narratorem) to dla mnie był jedną z najciekawszych, najbardziej tajemniczych postaci serialu świetnie zagraną przez Kopczyńskiego. Fajnie spisał się również Jakub Wieczorek w roli policjanta z wydziału terroru i zabójstw - Potockiego, sceny dialogów między nim a Czyżem należały do najlepszych fragmentów całego scenariusza, to również była niezwykle wyrazista, konkretna postać budująca całkiem niezły klimat serialu sensacyjnego. 


Jacek Kopczyński, Cichy
Wieczorek jako Potocki

Mieszane odczucia budzą u mnie odtwórcy dwóch, ponoć głównych ról, Urszula Grabowska i Marek Bukowski. Marta Sajno w zamierzeniu miała być elegancką, chłodną kobietą sukcesu bezwzględnie niszczącą ludzi, którzy ją skrzywdzili. Grabowska wizualnie pasowała idealnie - to piękna, pełna klasy kobieta w średnim wieku, więc do roli pasowała jak ulał. Gorzej było, kiedy otwierała usta, bo w sporej części scen jej aktorstwo pozostawiało wiele do życzenia - było drewniane, sztywne, wyuczone, co niezwykle przeszkadzało w oglądaniu, ale z każdym odcinkiem odczuwało się to, na szczęście, coraz mniej, aktorka zaczęła być przekonywująca i nawet doceniłam to, w jaki sposób odegrała powierzoną jej rolę. Gorzej z Bukowskim, który zupełnie nie poradził sobie z rolą bystrego policjanta z uporem maniaka szukającego czegokolwiek, co mogłoby mu pomóc rozwiązać zagadkowe poczynania Marty Sajno. W każdej scenie wypadał niezwykle sztucznie, nie był ani trochę przekonujący, a w duecie z Sadowskim czy Bonaszewskim był niestety słabszym ogniwem, wypadał blado i nijak - był jedynie rekwizytem, przystojnym i czarującym, ale rekwizytem. 


Grabowska jako Marta Sajno

Bukowski jako Tomasz Kamiński

Pierwszy sezon Na krawędzi był niezwykle pozytywnym zaskoczeniem - szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że będzie to aż tak niezłe. Jak wspomniałam, spodobał mi się pomysł na fabułę, jego realizacja, świetny dobór obsady. Historia Marty Sajno i jej własne, prywatne śledztwo bardzo mnie wciągnęło, ani na chwilę nie oderwałam wzroku od telewizora, nieustannie ciekawiło mnie rozwiązanie zagadki. Irytował niestety montaż, który często przypominał charakterystyczny sposób kręcenia filmów paradokumentalnych i "seriali sensacyjnych TVN" (W11, Detektywi i te sprawy), co często całkiem mnie bawiło (zamiar miał być chyba inny). Dobór muzyki do serialu pozostawię chyba w spokoju - była, czasami nie pasowała, ale nie psuła odbioru serialu, więc nie będę się nad tym rozwodzić. 


Drugi sezon, chociaż zapowiadał się ciekawie - pomysł z międzynarodowym problemem handlu dziećmi, sprzedażą niemowląt przez matki, średnio legalnymi badaniami nad leczeniem wirusa HIV wydawał się całkiem przemyślany - okazał się o wiele gorszy od serii numer jeden. Dodanie postaci inspektor Leny Korcz miał być próbą odświeżenia serialu, nadania mu nowego charakteru mającego przyciągnąć i zaciekawić widzów. Niestety, Kamilla Baar, niewątpliwie piękna i zdolna, irytowała od pierwszej chwili, gdy pojawiła się na ekranie. W zamierzeniu miała być kolejną, obok Marty Sajno (Grabowska) czy Tamary (Hirsch), strong woman serialu - niezależna indywidualistka przełamująca konwenanse, zdolna i bystra policjantka z zawziętością tropiąca złych ludzi. Jednak teoria a to, co miałam okazję zobaczyć na ekranie to dwie różne rzeczy. Baar, jak wspomniałam, to całkiem zdolna aktorka obdarzona przyjemną aparycją, jednak w tej roli się nie sprawdziła. Grała niezwykle irytująco (chyba nie tak miało być), a szkoda, bo jej postać powinna wzbudzać sympatię i zdobyć wielu fanów - może tylko się czepiam, ale jej wizja wykreowania pani Korcz mnie nie porwała, nie przekonała, nie zachwyciła i nawet zaczęło mi brakować zepchniętego na drugi plan Bukowskiego jako Tomasza Kamińskiego. 


Drugiej serii zabrakło niestety w wielu momentach logiki i sensu, nadto aż było sentymentalnych i ckliwych scen, które zniszczyły i tak niedopracowaną atmosferę serialu. Sezon obfitował w sceny zupełnie niepotrzebne, często mało logiczne, które zamiast przybliżać do rozwiązania zagadki, tylko oddalały od tego bohaterów. Chociaż silna ekipa pierwszego sezonu (Sadowski, Hirsch, Grabowska, Wieczorek, Simlat) nadal trzymała poziom, a nowe twarze serialu (Małecki, Dedek, Wardejn, Juras) spisywały się równie świetnie, to czegoś tutaj zabrakło. Ewidentnie coś nie zagrało - odcinki zaczęły się dłużyć, stały się nudnawe, postać Leny Korcz nie pomagała. Na szczęście z odsieczą ruszyli wymienieni przeze mnie aktorzy, zwłaszcza Małecki i Wadrejn. Grzegorz Małecki w roli Krzysztofa Kędzierskiego - mężczyzny, który nie bez powodu stanął na drodze Tamary Madejskiej (Maja Hirsch) wypadł naprawdę nieźle, w każdym odcinku jego postać wyczyniała skrajnie odmienne rzeczy, które nie pozwalały jednoznacznie ocenić tej postaci. Zdzisław Wardejn, rzadko pojawiający się w pierwszym sezonie, nadrabiający to w drugim, w roli pułkownika Kani, cynizmem, chamstwem i złośliwością dorównywał Sadowskiemu wcielającemu się w postać Andrzeja Czyża, dzięki czemu stał się jedną z moich ulubionych postaci. 

Małecki w roli Krzysztofa Kędzierskiego


Wardejn jako pułkownik Kania

Cóż, mimo tego, iż jestem pod ogromnym wrażeniem tego, z jaką wyrazistością stworzono postaci serialu Na krawędzi, jak fenomenalnie poradzili sobie aktorzy, jak ciekawie wymyślono intrygi, z którymi musieli poradzić sobie bohaterowie. Wszystko pięknie i wspaniale, ale jest jednak coś w tym serialu takiego, co nie pozwala mi go oceniać wysoko, brać zupełnie na poważnie. Nie do końca potrafię powiedzieć, co to takiego, ale czegoś ewidentnie mi w nim brakuje. Chyba brakowało mi tej świetnej atmosfery, z jaką miałam do czynienia przy okazji Pitbulla, Gliny czy Krwi z krwi. Twórcom nie udało się do końca zbudować klimatu, jaki powinien charakteryzować dobry serial sensacyjny - czasami było za mdło, zbyt ckliwie, czasami aż zbyt dosadnie. Momentami czułam, jakbym oglądała Fakty albo wspomniane już W11- wydział śledczy, a chyba tak nie powinno być. Niemniej jednak, serial wciąga i wywiera dosyć pozytywne wrażenie, w skali 1-10, oceniłabym go na mocne 6, bo miał niezwykły potencjał, aby stać się świetnym, solidnie zrobionym serialem kryminalnym i chociaż wiele mu brakuje do klasyków polskich produkcji kryminalno-sensacyjnych, to naprawdę Na krawędzi trzyma poziom i warto go obejrzeć, przynajmniej pierwszy sezon, chociażby dla doskonałego aktorstwa.



~R.



sobota, 30 maja 2015

Żuławski vs Komasa, czyli dlaczego nie powinno się zmieniać reżyserów.

Tym razem krótko. Krew z krwi to jeden z moich ulubionych seriali, ogólnie, nie tylko polskich, ale sprostuję, moje serce podbił pierwszy sezon, niedawno rozpoczęty sezon numer dwa figuruje w mojej świadomości pod nazwą: zniszczony, podeptany potencjał lub profanacja serii pierwszej. Xawery Żuławski - główny reżyser pierwszego sezonu serialu Krew z krwi. Przyznam szczerze, że ogólna ocena całego jego dosyć niewielkiego dorobku reżyserskiego jest mocno średnia (Wojna polsko-ruska to dla mnie pomyłka nad pomyłkami i wszystko pomyłki), ale jego wynik jego reżyserskiej pracy na planie Krwi z krwi bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, o czym obszernie opowiedziałam post wcześniej. Co do niejakiego Jana Komasy. O tym człowieku niewiele dobrego mogę powiedzieć. Zarówno Sala Samobójców, jak i Miasto 44 okazały się produkcjami nietrafionymi (dla mnie), chociaż wiem, że Miasto 44 zbierało dosyć pochlebne recenzje (czego do tej pory nie pojmuję). Mimo rewelacyjnego pomysłu na fabułę do oryginalnego Powstania Warszawskiego (2014), nazwisko Komasy od zawsze kojarzy mi się z czymś nieudanym, tandetnym, nudnym, ckliwym i pseudojakimś. Dlatego, gdy oczom moim ukazała się informacja, że to on przejmie reżyserię drugiego sezonu Krwi z krwi, lekko mnie zamurowało. Mimo iż Jan Komasa jest młodszy od Xawerego Żuławskiego o niemal 10 lat, to ten pierwszy sprawił, że ten wspaniały serial zaczął przypominać jałowe, płaczliwe historyjki rodem z Klanu połączone ze scenami wzorowanymi na amerykańskich filmach sensacyjnych/akcji. 



Topa i Kulesza wraz z reżyserem drugiego sezonu Janem Komasą


Ekipa pierwszego sezonu: (od prawej) Simlat, Kuna,
 Kulesza, Bonaszewski z reżyserem Xawerym Żuławskim


Już fabuła drugiego sezonu mnie mocno rozczarowała. Carmen (przypominam: świadek koronny) wraca po trzech latach do kraju. I gdzie zostaje ulokowana? W Elblągu, jakby nie było, całkiem niedaleko rodzinnej Gdyni. Nie powiem, duże ryzyko, i mimo wyjaśnień w serialu, dlaczego akurat ściągnięto ją akurat do Elbląga, gdzie wcale wciąż nie grozi jej wielkie niebezpieczeństwo, nadal jest to dla mnie niezrozumiałe i naciągnięte do potrzeb serialu. 
Pełna obaw szybko zaczęłam szukać informacji o nowych bohaterach serialu. Po premierze pierwszego odcinka byłam pełna optymizmu. Grono aktorskie serialu zasilili nowi, zdolni aktorzy, m.in. ciężka do rozpoznania, ale nadal genialna Kinga Preis w roli odpychającej pani prokurator Reszke, która skutecznie będzie utrudniać Carmen życie, utalentowana Roma Gąsiorowska w zupełnie nowej, szokującej odsłonie, w roli żony Wiktora Roty - Ewy, charyzmatyczny i wyrazisty Piotr Głowacki jako więzień Speedy, nieznany mi wcześniej Tomasz Sobczak, który wcielił się w inspektora Kłosa, przyjacielsko (?) nastawionego do Carmen, Bartłomiej Topa, jak zawsze niezawodny, którego tym razem możemy podziwiać w roli mężczyzny, w którym zakochała się Carmen, Jana oraz Wiesław Komasa (syn jego talentu po ojcu niestety nie odziedziczył) odgrywający postać dawnego wspólnika, teraz wroga Andrzeja Roty - Rosiaka, który postanowił mu wszystko odebrać w ramach zemsty za krzywdy w przeszłości. Wróciła Kulesza,  wrócił Bobrowski, Grałej nadal w formie, Bonaszewski równie tajemniczy (ale bardziej rozmowny), Musiał wydoroślał, Andrzejewski nie stracił energii i zapału. Słowem, jest nadzieja. Bardzo byłam szczęśliwa, kiedy tak silna ekipa miała zająć się graniem w serialu. Bardzo szczęśliwa. Tym boleśniejszy było zderzenie w okrutną rzeczywistością, którą zafundował nam Komasa. 

Komasa Senior jako Rosiak oraz Szymon Bobrowski w roli Bronka



Fabuła, nie powiem, mimo tego Elbląga miała potencjał. Carmen wraca układać sobie życie w Polsce, znajduje mężczyznę, którego obdarza miłością,  odnajduje Sandrę (Izabela Kuna), chce zacząć od nowa, pod innym nazwiskiem, w innym miejscu. Jednak jej braciszek, Wiktor, nie zamierza dać jej spokoju. Dzięki jej zeznaniom wychodzi z więzienia i niemal pierwszego dnia wplątuje się w kłopoty, ale tym razem nie kradnie towaru, a podpada zarówno Bronkowi, jak i dilerowi Holendrowi. Przez niego, Carmen ponownie musi stanąć twarzą w twarz z przestępczym światem, od którego chciała uciec. Zaczyna się robić nieciekawie. 


Kulesza jako Carmen Rota-Majewska


Cóż, niestety całkiem interesująca fabuła i próbujący ją udźwignąć aktorzy na nie wiele się zdali wobec tego, co wyczyniał Komasa i scenarzyści (ciągle ci sami). Minęło już 8 odcinków, które spokojnie można by zmieścić w 4 epizodach. Komasa spowolnił akcję, spłaszczył ją, odebrał serialowi charakterystyczną dynamikę, odarł w aury tajemniczości i niepokoju. Z dawnego genialnego serialu pozostali nadal wspaniali aktorzy, których niestety przygniotły koszmarki w scenariuszu i wymysły reżysera. Carmen stała się ofiarą ckliwego love story z Janem (Bartłomiej Topa) w roli głównej pełnego dramatów, cichych dni, ciągłych powrotów oraz (o zgrozo) miała pecha, bo trafiła na wyjątkowo nieprzyjemną prokurator Reszke, która wygląda tak, jakby urwała się z amerykańskiego filmu sensacyjnego - sceny z nią to pełne niedomówień dialogi, melancholijne spojrzenia w dal, bieganie wokół samochodu z wymownym "ku*wa" na ustach, pełne milczenia i półsłówek przesłuchania - poczułam się trochę, jakbym oglądała jeden z tych filmów typu masz prawo zachować milczenie, czyli synteza amerykańskiego kina i w11. Bolesne doświadczenie. Co więcej, scenariusz przestał budzić w nas niepokój, otaczać całą historię piękną i niepokojącą równocześnie aurą tajemnicy, wszystko mamy podane jakby na talerzu, nie musimy zastanawiać się, kto za czym stoi, bo wszystko jest pięknie pokazane na ekranie. Dialogi między bohaterami, skrajnie płaczliwe i ckliwe (tak się bałem, że mogę cię już więcej nie zobaczyć...), przez teatralne (kosztem pokrzywdzenia postaci Romy Gąsiorowskiej) aż po po prostu idiotyczne, które aż proszą się o wycięcie (gangsterski slang wersja polisz amerika, nie polecam). 


Kinga Preis jako prokurator Reszke i Tomasz Sobczak w roli Kłosa

To wszystko, co urzekło mnie w pierwszym sezonie, a mianowicie, tajemnica, brutalność, niepokój, rewelacyjny scenariusz, jakiś tam element psychologii w tym wszystkim, zaskakujące plot twisty, dynamika wydarzeń, zostało podeptane przez Jana Komasę i zastąpione ckliwością, zbytnim rozciągnięciem scenariusza, sprzecznościami, rażącą w oczy inspiracją filmami amerykańskimi, dziwnymi zdarzeniami pozbawionymi logiki i związku przyczynowo-skutkowego. Pozostała tylko fantastyczna, przegenialna, perfekcyjna obsada, dzięki którym jeszcze nie dałam sobie spokoju z tym serialem. Wniosek jest taki, że zmiana reżysera między sezonami może być niezbyt dobra w skutkach, bolesna dla widza i będąca obrazą dla poprzednika. 
~ R. 

Serialowe rozgrywki - Krew z krwi


Powiedzmy sobie szczerze - znaleźć naprawdę dobry, porządnie zrobiony, polski serial jest niezwykle trudno. Polskie seriale dzielimy na dwie grupy: dobre i te mniej ciekawe. Obecnie prym wiodą chyba te z drugiej grupy, wiadomo, polskie, cudowne tasiemce jak Klan, M jak Miłość, Na Wspólnej, które zawsze przyciągają przed telewizory nasze babcie, rzadziej mamy. Oczywiście nie można pominąć hitów, tak zwanych seriali opartych na faktach, bliżej ludzi i ich problemów (Szkoła, Szpital, Trudne sprawy). Gdzieś w gąszczu tego wszystkiego, w dżungli polskich serialowych fenomenów, trudno znaleźć te, które zasługują na uwagę. Jakiś czas temu, dzięki rekomendacji ukulturalnionej mocno znajomej (zaufałam Jej gustowi), trafiłam na trop serialu Krew z krwi - oczywiście, nie jest to oryginalny polski pomysł (holenderski format), ale wydaje mi się, że jest to jeden z ciekawszych seriali, jakie kiedykolwiek miałam okazję poznać. Z jednym ALE, ale o tym niedługo. 


Krew z krwi to wciągająca opowieść o kobiecie, która wobec nieoczekiwanego splotu wydarzeń musi stawić czoła bezwzględnemu gangsterskiemu światkowi, by chronić swoją rodzinę. Carmen Rota-Majewska (w tej roli fenomenalna, jak zawsze, Agata Kulesza) wiodła względnie spokojne życie w ukochanej Gdyni. Piękny dom, trójka dzieci, troskliwy mąż. Na pozór kobieta jakich wiele. Ale jak wiemy, pozory mylą, bowiem Carmen należy do rodziny, której działalność lekko odbiega od funkcjonowania przeciętnej rodziny. Rota-Majewska to córka liczącego się w branży gangstera, Andrzeja Roty (Jerzy Grałek), siostra równie nieprzewidywalnego i nieodpowiedzialnego dilera Wiktora Roty (rewelacyjny Andrzej Andrzejewski) i żona człowieka nielegalnie handlującego papierosami, Marka Majewskiego (Zbigniew Stryj). Carmen jednak stara się trzymać z dala od biznesu kierowanego przez bliskich - nieustannie usiłuje przekonać ukochanego, aby skończył z tym, odciął się od tego i zaczął uczciwie, bez lęku o życie, zarabiać. Kiedy wydaje się, że wszystko jest na dobrej drodze dla rodziny Majewskich, niespodziewanie, pod własnym domem, zostaje zastrzelony Marek. Po jego śmierci, Carmen zostaje zmuszona do podjęcia nierównej walki z niezapominającym o długach światem mafii, która nie zamierza odpuścić...Rota-Majewska, aby chronić siebie i własną rodzinę, musi wejść w ten przestępczy świat zdana tylko na siebie, niepewna, kto jest jej przyjacielem, a kto wrogiem...


Dlaczego Krew z krwi wciąga? Dlaczego widz z niecierpliwością czeka na kolejny odcinek i razem z bohaterami przeżywa to, co ich spotyka? Wydaje mi się, że niemal połowę sukcesu serial, a tym samym reżyser 1. sezonu Xawery Żuławski, zawdzięczają rewelacyjnie dobranej obsadzie aktorskiej. Tutaj nie ma aktora, który się nie sprawdził. Każdy spisał się fenomenalnie, dał z siebie wszystko, idealnie odegrał przypisaną mu rolę. Ciesząca się ostatnio ogromną popularnością, jedna z najzdolniejszych polskich aktorek, Agata Kulesza w roli żony gangstera, Carmen Roty-Majewskiej to niewątpliwie jedna z jej najciekawszych kreacji aktorskich. Kulesza fantastycznie sprawdziła się w roli kobiety rozdartej między własnym światopoglądem a tym, co sprowadził na nią los. W genialny sposób oddała emocje zrozpaczonej żony, kochającej matki, osoby bezwzględnie stawiającej dobro rodziny na pierwszym miejscu. To postać złożona, dynamiczna i niezwykle ciekawa, co doskonale swoją grą oddała Agata Kulesza.


Izabela Kuna i Łukasz Simlat jako Sandra i Stefan Kozłowscy. Dwója rewelacyjnych aktorów w równie wspaniałych rolach. Sandra Kozłowska to najlepsza przyjaciółka Carmen, jej mąż to jeden ze wspólników Marka Majewskiego. Obie role to postaci wyraziste i bardzo emocjonalne. Zarówno Kuna, jak i Simlat udowodnili, że żadnej roli się nie boją i są w stanie zagrać wszystko - sceny z ich udziałem należały do najciekawszych i najbardziej wciągających.






Wierny pomagier Andrzeja Roty, Luter (Mariusz Bonaszewski) to jedna z najbardziej tajemniczych i intrygujących postaci całego serialu. Małomówny, groźnie wyglądający, mający niejednego wroga Roty na sumieniu Luter to jedyny człowiek, na którego może liczyć Carmen po śmierci męża. Bonaszewski spisał się kapitalnie - różnie można oceniać postępowanie Lutera, ale jedyna, prawidłowa ocena gry Mariusza Bonaszewskiego zawiera się w słowie: fenomen. Równie rewelacyjny był Andrzej Andrzejewski w roli nieobliczalnego i, jak się okazuje, nieodpowiedzialnego Wiktora Roty to kolejny przykład niezwykle wyrazistego bohatera serialu. Andrzejewski zachwyca przede wszystkim swoją energią, z jaką wcielał się w swoją charyzmatyczną postać. Gangsterski półświatek serialu ma u siebie jeszcze dwóch wyjątkowych bohaterów, dzięki którym Krew z krwi zyskuje na wartości. Pierwszy z nich to szef jednej z dilerskich grup Pomorza - Anton grany przez Aleksandra Domogarowa znanego w Polsce z roli Bohuna w ekranizacji powieści Sienkiewicza, Ogniem i mieczem.  Szarmancki gangster? Brzmi jak paradoks i kiepski żart, ale taką postać w serialu wykreował Domogarow - Anton nie jest typowym, odpychającym bandziorem, dla którego zabijanie i groźby są chlebem powszednim. To elegancki mężczyzna w średnim wieku, słuchający muzyki klasycznej i uwodzący kobiety w klubach, który w wolnych chwilach handluje narkotykami i szantażuje ludzi. Rola, choć drugoplanowa, jest jedną z najbardziej wyrazistych i zapamiętywanych przez widza. Jeden z jego ludzi, Bronek (Szymon Bobrowski) to człowiek, którego należy się bać. Bezwzględny, okrutny, zawsze posłuszny, łysy - stereotypowy gangster, chociaż z przebłyskami ludzkich odruchów. Bobrowski, znany nam z nieco innych ról, wywarł na mnie pozytywne wrażenie (oczywiście dotyczące jego umiejętności aktorskich), gdyż pokazał, że jest aktorem dosyć uniwersalnym i umiejętnie wykorzystującym scenariusz do wykreowania postaci niezwykle niepokojącej i budzącej strach. 

Bonaszewski jako Luter
Andrzejewski jako Wiktor Rota


Domogarow jako Anton

Ciśnienie swoją nadgorliwością podnosi niewątpliwie jedyny stróż prawa w serialu - oficer CBŚ, Paweł Żaryn, w którego wcielił się Piotr Nowak. Nieustępliwy, uparty, często nieudolny, ale jednak obdarzony złotym sercem policjant to postać, która wprowadza trochę humoru na ekranie, za każdym razem, kiedy pojawiał się Żaryn, mimowolnie się uśmiechałam.





Nie będę dalej rozwodzić się o aktorach, wszyscy byli genialni, nie na wszystkich mam czas, ale to nie znaczy, że o nich nie pamiętam (Grałek, Musiał, Szlenkier, Bielska, Buczkowska). Co jeszcze tworzy wyjątkową atmosferę serialu i przyciąga. Na pewno muzyka i sposób, w jaki Krew z krwi została nagrana. Niepokojąca ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Barta Westerlakena niewątpliwie działa na korzyść całej produkcji - nadaje serialowi klimat, towarzyszy ważnym momentom, wprowadza do niektórych wydarzeń, oddaje emocje bohaterów, ich nastrój. Istotny jest również montaż i ogólny sposób, w jaki serial został nakręcony, mam tu na myśli zwłaszcza pojawiające się co kilkanaście minut wstawki przedstawiające przystanie i porty z głośnymi dźwiękami przypominającymi strzały. Nie pozwalają widzowi przysnąć, powodują, że serial nigdy nie traci swojej ponurej, nieciekawej, tajemniczej atmosfery i to zdecydowanie działa na korzyść. Jednak obok wybitnej obsady, na moją pozytywną ocenę złożył się również przegenialny scenariusz, dzięki któremu Krew z krwi odróżnia się na tle pozostałych polskich seriali. Tutaj nie znajdziemy ckliwych dialogów, pełnych emocji i dramatyzmu monologów, płaczliwych wyznań i sensacyjnych pościgów. To dokładnie zaplanowane dziesięć odcinków, gdzie nie ma miejsca na niepotrzebne słowa, zbędne sceny. Tutaj się nie mówi, a robi. Postaci budują napięcie swoimi gestami, wyrazami twarzy. Każdy odcinek jest dynamiczny, istotny z punktu widzenia całej historii. Serial nie jest tylko kalką holenderskiego formatu, to nie tylko obyczajowy obrazek tego, co nas otacza, ale również wstrząsająca historia tragedii, która każe przewartościować wszystko, co do tej pory wyznawaliśmy, która przewraca życie do góry nogami, która skłania do czynów, o które nigdy byśmy siebie nie podejrzewali. 



Krew z krwi wyraźnie wyróżnia się na tle znanych nam tasiemców i seriali zrobionych nie wiadomo po co i nie wiadomo dla kogo. To wciągająca opowieść o zwykłych ludziach, których los postawił przed nieoczekiwanymi wyborami. To brutalna, pozbawiona skrupułów i zasad, naturalistyczna historia o przeplatających się ze sobą  codzienności życia zwykłej rodziny i bezrefleksyjności gangsterskiego światka. Tutaj każda decyzja pociąga za sobą konsekwencje, często tragiczne. Świat przestępczy nigdy nie zapomina i zawsze przyjdzie po swoje, o czym brutalnie przekonuje się Carmen Rota-Majewska, a ci, których uważamy za przyjaciół, nawet nasi bliscy, nie zawsze okazują się tym, za kogo ich mamy. Zachęcam wszystkich do obejrzenia tej perły polskiego serialu, zwłaszcza pierwszego sezonu.  O tym, dlaczego 2. sezon to zmarnowany potencjał w kolejnym poście. 

~R.